Autor referatu : grigor

Data: 29.11.2008

Źródła: http://pepper.idge.net/japanese/
http://www.japanorama.com/images/hiragana.gif
http://www.japanorama.com/images/katakana.gif
http://webjapanese.com/kanji/wall/kanji04.gif
http://i37.photobucket.com/albums/e85/jeetyjeet/wapanese1-9.jpg
http://uncyclopedia.wikia.com/wiki/Image:WAPANESEFAGGOT.jpg
http://i183.photobucket.com/albums/x44/phyliaa/weeaboo.jpg
http://www.jbox.com/IMAGE/wr3nN
i pokłady własnych przemyślen.

 

 

A więc chcesz uczyć się japońskiego

czyli nieporadny anty-poradnik o tym co was czeka

 

Jedliście w kilku japońskich restauracjach, widzieliście kilka Anie, gadacie sobie po angielsku z japończykami na Skype. Aż nagle, w bezkresnych połaciach waszego umysły rodzi się myśl, że japoński byłby fajnym językiem do nauki. Można potem tłumaczyć gry, mange lub nawet anime! Podrywać japonki/japończyków, imponować przyjaciołom. Może nawet pojedziesz do Japonii i zostaniesz Mangaką! I to jest dopiero doby pomysł.

Udajesz się więc do biblioteki, bierzesz książki typu: "Jak nauczyć się Japońskiego ćwicząc tylko przez pięć sekund dziennie idąc po bułki do sklepu" i "Japoński dla kompletnych opornych, którzy i tak są ledwo w stanie przeliterować swoje imię". Ale hej, już przecież znasz kilka słów z mangi/anime/dramy. Myślisz sobie: to przecież nie może być aż takie trudne, jeśli teraz zacznę się uczyć to już za miesiąc będę wszystko umiał!

NIE.

Nie obchodzi mnie ile mang/anime/dram widzieliście ani z kim tam nie rozmawialiście przez Skype. Nie znacie Japońskiego. Co więcej, nauka tego języka nie jest ani łatwa ani fajna. Iraccy więźniowie wojenni są często zmuszani do nauki Japońskiego. Słowo "zagłada" wywodzi się z łaciny i w wolnym tłumaczeniu oznacza "nauka Japońskiego".

Na początku miał to być referat o tym, dlaczego warto uczyć się Japońskiego, koniec końców będzie to referat o tym, dlaczego NIE WARTO uczyć się Japońskiego.

 

Powód pierwszy - jest za trudny.

To powinno być oczywiste.

Pomimo tego co można znaleźć w Internecie, książkach i usłyszeć od przyjaciół, Japoński nie jest łatwy, nie jest nawet średnio trudny (Japońskie słownictwo powstaje poprzez rzucanie kawałkami sushi w tarczę z sylabami - co wyjdzie to wyjdzie). Japończycy chcą abyście tak myśleli, aby zwabić tych wszystkich gaijinów w swoje sidła.

Nie tylko nie jest łatwy, jest zapewne najtrudniejszym językiem do nauki. Co tu dużo mówić, równolegle występują aż trzy "alfabety" (i wszystkie nie mają sensu), pokręcone zwroty grzecznościowe i zupełnie nielogiczna gramatyka. Japończycy wprost ubóstwiają widok gaijina próbującego to wszystko ogarnąć. Przyjrzyjmy się dokładniej tym zagadnieniom.

 

Pisownia.

Japoński system piśmienny dzieli się na trzy niepowiązane ze sobą kategorie: hiragana (te krzaczki, z którymi spotykasz się po raz pierwszy), katakana (je poznajesz potem) i kanji (czyli kolejne miliony twoich największych koszmarów, małe dzieci płaczą jak je widzą).

 

Hiragana jest używana do pisania po Japońsku przy pomocy sylab. Składa się z liter między którymi nie ma żadnego powiązania i wszystkie wyglądają tak samo. Powstała przy pomocy niemych, ślepych, niepiśmiennych Japończyków uderzających pędzlem w kawałek papieru. Ale spokojnie, w "prawdziwym życiu" się jej nie używa.

 

Katakana jest używana do zapisu wszystkich zapożyczeń z innych języków. Nigdy nie uda Ci się ich odczytać, mimo że są to głównie angielskie słowa. Wszystkie symbole katakany wyglądają tak samo i przypominają cyfrę 7 (tylko to odróżnia je od hiragany). Ale spokojnie, w "prawdziwym życiu" się ich nie używa.

 

 

Kanji to są te literki, które Japończycy ukradli Chińczykom. Za każdym razem jak Japończyk przyjeżdżał do Chin to kradł po kilka z nich. Przez to, że po drodze zapominał jak się je pisało, ale jednocześnie uczył kogoś wcześniej jak to zrobić - w tej chwili w użyciu jest około trzysta milionów kanji. Każde kanji składa się z określonej liczby kresek, które co więcej muszą być pisane w określonej kolejności, bo inaczej znak staje się niemożliwy do odczytania. Można je również łączyć, na przykład jak napisze się koło siebie znak oznaczający "człowiek" i "stary" to razem oznaczają traktor. Łatwe prawda? Dlatego zaleca się każdemu odwiedzającemu Japonię alby się tego nauczył; był to główny powód wybuchu II wojny światowej. Ale spokojnie, w "prawdziwym życiu" się ich nie używa. Japończycy już dawno zaniechali praktyk ich czytania - wolą grać w Pokemon.

 

Poziomy grzecznościowe.

Zależnie od tego, z kim się rozmawia, stosuje się różne poziomy "ugrzeczniowienia" naszej wypowiedzi. Stopień grzeczności zależy od wielu rzeczy: tego, z kim się rozmawia, o czym się rozmawia, wieku rozmówcy, pory dnia, znaku zodiaku, grupy krwi, płci, tego czy twój rozmówca cię słucha, jaki kolor ma jego bielizna i fazy księżyca. Posłużę się przykładem:

 

Nauczyciel: Dzień dobry uczniowie.

Uczniowie: Dzień dobry.

Nauczyciel: Chamstwo!!! Wszyscy marsz do dyrektora.

 

Podsumowując, i tak nigdy się tego nie nauczysz i nikt, nawet Japończycy, nie wiedzą, o co w tym chodzi. Dlatego unikają jakichkolwiek rozmów - wolą grać w Pokemon.

 

Gramatyka.

Jest pełna wyjątków, niedomówień i nieścisłości. W ogóle jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Przyjrzyjmy się przykładowi:

 

Polskie zdanie:

Ala poszła do szkoły.

Japońskie zdanie:

Szkoła Ala do małpa na traktorze iść.

 

Japońska gramatyka jest źródłem wszelkiego zła. Co więcej, słowa ja, ty, oni, wy brzmią dokładnie tak samo. Słowo "ty" zapisane za pomocą kanji oznacza: "nie powinniśmy tego wcześniej ugotować?". Z tego powodu wszystkie zdania brzmią tak samo I jak się "tego" słucha to nigdy nie wiadomo, o co chodzi. Do wszystkiego trzeba dochodzić na podstawie kontekstu.

 

Powód drugi - Japończycy.

 

Kiedy myślimy o Japończykach, wyobrażamy sobie ludzi miłych, radosnych i pomocnych. Musimy jednak wiedzieć gdzie kończy się stereotyp a gdzie zaczyna się prawda.

Po części wszystko się zgadza. Japończycy "mówią" po angielsku, ładnie się ubierają i są niscy.

Całe japońskie szkolnictwo jest kontrolowane przez rząd. Z tego powodu program nauki angielskiego nie zmienił się od lat i opiera się na oglądaniu serialu "Przyjaciele", czytaniu bajek o Kubusiu Puchatku i słownika przed snem.

Wszyscy Japończycy ładnie się ubierają a do tego są pedantyczni - składają nawet brudne ubrania. Jeśli wyjdziesz na ulice w niewyprasowanej koszuli to możesz być pewny śmierci na skutek zadźgania ich małymi, nowoczesnymi telefonami komórkowymi.

Japońska kultura jest również bardzo ciekawa. Opiera się na pojęciu grupy. Z tym jednym zastrzeżeniem, że ty zawsze jesteś poza grupą i nie możesz być nawet w grupie z innymi osobami, które nie są w grupie głównej. Ich kultura masowa zrodziła godzille, hello kitty, pokemony i kto wie ile jeszcze przesłodzonych postaci na widok których dostaje się próchnicy.

 

Powód trzeci: inni adepci japońskiego.

Ludzi uczących się japońskiego można podzielić na klika kategorii:

 

- maniak anime - najczęściej spotykany i chyba najbardziej denerwujący. Uważa, że poziom znajomości japońskiego, twoja inteligencja, wiedza i w ogóle życie zależy tylko od tego ile serii widzieliście. Na okrągło powtarza mniej lub bardziej znane frazy zaklinając się przy tym o poprawności ich użycia i znajomości prawdziwego znaczenia. Jeśli też mniej lub bardziej interesujesz się anime to maniak nie może się o tym dowiedzieć. Dzień, w którym to nastąpi będzie końcem twojego spokoju.

 

- gość który wie wszystko - nie szczędzi mniej lub jeszcze mniej trafnych uwag zarówno tobie jak i nauczycielowi. Uważa, że u wartości człowieka świadczy ilość przeczytanych przez niego książek do japońskiego. Sam czyta co najmniej jedną na miesiąc. Niestety, jak to bywa w życiu, albo ilość albo jakość. Przeczytanie książki nie równa się nauczeniu jej a tym bardziej zrozumieniu. Biada jeśli odkryje ogromny wachlarz internetowych materiałów.

 

- wapanese/weeaboo - ostatnie, maniakalne i najbardziej niebezpieczne stadium. Ma obsesję na punkcie wszystkiego co zaczyna się na literę "j". Uważa się za specjalistę od wszystkiego związanego z Japonią. Stara się mówić po Japońsku ile tylko może, ale poziom jego wypowiedzi powoduje przyśpieszone tempa opadania kwiatów wiśni.

 

 

Zawsze jest w trakcie planowania życia w Japonii (sam nie wie dlaczego się tan nie urodził). Właśnie z nich Japończycy śmieją się najbardziej.

 

 

Żeby nie powiedzieć, że gardzą nimi.

 

 

Zbliżenie koszulki (kanji oznaczają: szukam japońskiej dziewczyny):

 

 

 

 

W tym miejscu zakończę niepoważną część mojego referatu. Jeśli ktoś ma siły i chęci, aby dowiedzieć się jak naprawdę wyglądają fakty, to zapraszam dalej.

Nie ma co owijać w bawełnę, język japoński naprawdę jest trudny, ale tylko do pewnego stopnia. Przy odrobinie wprawy można szybko nauczyć się rozróżniać poszczególne struktury gramatyczne i struktura zdania również nie stanowi problemu. Co więcej, opiera się ona na sufiksach, czyli baza czasownika jest zawsze taka sama, dokładniejsze znaczenia zależy tylko od tego, co się znajduje za nim (w Polskim mamy iść, przyjść, przyszliście, poszlibyśmy a w Japońskim jest po prostu - iku). Mowa Japońska przypomina nieco sposób mówienia Yody z Gwiezdnych Wojen; taki jakby szyk przestawny (czasownik zawsze na końcu). Posłużę się tu moim chyba ulubionym przykładem:

Polski:

Ta książka jest ciekawsza od tamtej.

Japoński:

Kono hon sono hon yori omoshiroi desu.

Tłumaczenie jap-pl (dosłowne)

Ta książka tamta książka niż ciekawa jest.

 

Prawda, że fajne?

Zupełnie inaczej sprawa przedstawia się w przypadku pisowni. O ile kanę da się opanować dość łatwo, to z kanji jest problem. Nie tylko trzeba znać ich znaczenia, ale również czytania, złożenia oraz mnóstwo wyjątków i nazw własnych. Zaletą ich jest to, że jeśli zna się je odpowiednio dobrze to czytanie sprawia dużą przyjemność. W pewnym momencie patrzy się tylko na kanji i końcówki gramatyczne zapisane hiraganą - i to wystarcza, aby wiedzieć o co w tekście chodzi.

To co napisałem wcześniej o Japończykach również ma w sobie sporo prawdy. Ich poziom języka angielskiego pozostawia wiele do życzenia. Znając Angielski dogadacie się z mniej niż 30% z nich a znając Japoński z ponad 99%. Ich trudności przy nauce tego języka można śmiało porównać do naszych kłopotów przy nauce Japońskiego. Mogą uczyć się wiele lat a i tak mają problemy, aby sklecić jako takie zdanie nie wspominając o wymowie. Inna sprawa to ich mentalność. Japończyk poproszony o pomoc na ulicy z powodu świadomości swoich braków w angielskim najprawdopodobniej po prostu nas minie. Jeśli jednak weźmie się w garść i postanowi nam pomóc (np spytany o drogę), ale pomimo tego nie będzie znał odpowiedzi na nasze pytanie to będzie wolał skłamać niż nam jej nie udzielić. Wszakże nieudzielanie żadnej pomocy jest niegrzeczne.

Jeśli zaś chodzi o innych uczących się japońskiego to cóż. Ciężko uczyć się języka nie poznawać jednocześnie kultury kraju, z którego się on wywodzi. Nie należy jednak popadać w żadną ze skrajności, ale jak to zwykle bywa - prawda leży gdzieś po środku.

Tylko gdzie się uczyć? Od czego zacząć? Szkoła językowa, kurs w Internecie czy może dobra książka? Niestety, nie ma na to pytanie odpowiedzi, która mogłaby usatysfakcjonować wszystkich, bo wszyscy jesteśmy różni. Każda z metod ma swoje wady i zalety. Niemniej jednak według mnie, najlepiej jest zacząć od wszelakich darmowych źródeł, jakimi są na pewno kursy internetowe. Jeśli nam się nie spodoba to nie tracimy nic poza czasem. Jeśli jednak brakuje nam motywacji i jednocześnie chcemy zgłębiać niuanse japońskiego, to lepiej zdecydować się na opłacony kurs lub też spotykać się powiedzmy raz w tygodniu z przyjaciółmi i uczyć się wspólnie (niestety, z wielu powodów coś takiego rzadko kiedy wychodzi). Trzeba jednocześnie pamiętać, że jedynie czynne używanie języka daje szanse na jego opanowanie. W pewnym momencie każdy trafia na mór nie do przejścia i wtedy potrzebna jest pomoc kogoś bardziej biegłego od nas (no bo co z tego, że rozumiemy struktury gramatyczne, jeśli nie potrafimy ich poprawnie stosować "na zawołanie"). Można uczyć się samodzielnie, rozwiązywać testy i zdać JPLT (nauczyć się najczęściej spotykanych zagadnień), jak i również można chodzić na kurs, w miarę sprawnie posługiwać się japońskim i mieć problem z egzaminem. Wszystko zależy od tego, co tak naprawdę chcemy osiągnąć.

Pewną dygresja z mojej strony będzie teraz komentarz na temat postrzegania japońskiego i Japonii przez innych. Od razu znajdzie się ktoś, kto powie, że nie należy się przejmować komentarzami i opiniami innych. Zgadzam się z tym, ale nie do końca. Nie ma co ukrywać, Polacy nie rozumieją i nie akceptują tego, co jest dla nich obce. Mimo panującej od kilku lat mody na Japonię, jako kraju na wskroś nowoczesnego, szczycącego się ciekawą historią i kulturą, to pomimo tego większość osób wrzuca Japonię, Chiny, Koreę, Wietnam i w ogóle całą Azję do jednego worka. Dobrze wiemy, że tak nie jest i jestem przekonany, że każdy z was spotkał się z takimi poglądami. Przykre prawda? Głupie komentarze są nie tylko denerwujące, ale i często raniące. Zastanówcie się lepiej dwa razy przed chwaleniem się nauką języka (aby uniknąć komentarzy typu: "cin cian cion" naśladujących nie tylko japońską, ale i całą azjatycką mowę). Jeśli się już na to zdecydujecie, warto mieć przygotowanych kilka fajnych zdanek na każdą okazję (skoro się już uczysz, to coś powiedz).

 

Teraz to co najważniejsze:

Pamiętajcie: najpierw czytamy, potem się uczymy a dopiero na końcu doradzamy innym.